Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Teraz jest Śr paź 17, 2018 4:08 pm


Wieści Ostatnie wydarzenia
Limbo
Wyprawka!
Zagrożenie
Wysłuchaj spowiedzi
W poszukiwaniu szczęścia
Pogoda Plotki
Londyn Wielka Brytania Zaświaty - Stara biblioteka w zgliszczach. Okoliczności nieznane.

Cmentarz Rychfield

  • Autor
  • Wiadomość
Offline
Avatar użytkownika

Duriel

  • Posty: 541
  • Dołączył(a): So sty 29, 2011 9:23 am

Cmentarz Rychfield

PostPt paź 07, 2011 9:36 pm

Kompleks cmentarny składający się z kilku wielkich budowli będących niegdyś fabrykami nie wiadomo czego. Podupadły z tego powodu, iż umieszczone zostały na starym brytyjskim cmentarzu - pracownicy skarżyli się na ingerencje sił nadprzyrodzonych, bóle głowy i te różne bzdury, które oczywiście wyssano z palca. Jeżeli doliczyć do tego protesty miejscowej ludności, można rzec, że właściciele fabryk Rychfield sami sobie wykopali ten grób - a właściwie wiele grobów. Na środku cmentarza stoi wysoki na sześć metrów posąg anioła został on wykonany z marmuru, lecz został pozłocony.
Niegdyś odbywały się tutaj wyjątkowo liczne pogrzeby, które nie zachwycałyby demonów lub aniołów księża prowadzący te nabożeństwa mieli wyjątkowo miłe głosy. Aż nóż w kieszeni sam się otwierał. Obecnie to miejsce jest opuszczone, czteropiętrowe budowle zieją pustkami, a posąg anioła poddał się czasowi - wyszczerbione skrzydła, odłamany nos, nadkruszona lewa pierś. Cmentarz otaczają zawsze pozbawione liści, ponure drzewa sięgające swymi sękatymi ramionami ku odwiedzającym.
    ***
Dość chłodna noc mogła dawać się we znak śmiertelnikom, lecz nie silniejszym, starszym niż sto lat demonom. Te przywykły do ziemskiego chłodu, lecz zawsze był on niezbyt przyjemny. Przyzwyczaiwszy się do piekielnego ognia, upadłe anioły wolały unikać kontaktu z lodem, tak przynajmniej było w przypadku Duriela. On zdecydował się na jak najszybszą metodę przemierzania Anglii - jego moc była wprost idealna do tej czynności.
Cichy wiatr muskał gałęzie drzew, ich drewniane, ciemne palce poruszały się leniwie, jakby nie zależało im na dosięgnięciu kilku pojedynczych ptaków mijających je. Po pewnym czasie podmuchy przywiodły (przyprowadziły, przyniosły, a chuj wie jak mam to napisać) dość sporą chmurę czarnego dymu, która przy wejściu do cmentarza zatrzymała się w powietrzu, a następnie wyraźnie zgęstniała. Po kilku sekundach rozległ się dźwięk kopyt uderzających o kamienny bruk, jakby koń przemierzał leniwie główną ścieżkę cmentarza. Następnym odgłosem było splunięcie ślina spadła na podest anioła. Ten pogardliwy gest został użyty przez Duriela, który postanowił odpocząć w tym miejscu. Miał dość zwiedzania Anglii. Co ciekawe, nie posiadał przy sobie kosy, za to towarzyszyła mu malutka, cienka chmura czarnego dymu.
- Ani ptaszka - mruknął posępnie, siadając na podeście, uważając przy tym, aby nie wyczyścić swego tyłka śliną.
Demon podkulił jedną nogę, a następnie oparł na niej ramię. Czarne rogi oparły się o wcześniej wspomnianą rękę, a szmaragdowe oczy zniknęły pod ciemnymi powiekami. Duriel po raz kolejny rozmyślał. Chmura gazu wciąż mu towarzyszyła.
Żeby pojawił się chociaż hound, pomyślał upadły, podnosząc głowę ku górze i wlepiając wzrok w gwiazdy. Żył już kilka wieków, a mimo to nie był w stanie powiedzieć, co tam jest. Jego wiedza na temat astronomii była nikła, właściwie zerowa, ponieważ nie interesował się odkryciami śmiertelników. Uważał, że ci jedynie rozpraszają się tym, co nie jest niezbędne do życia. Siła, zaradność, samodzielność - te trzy cechy były podstawą survivalu. Dobrze, doliczmy do tego inteligencję.
Czarny dym na Durielem zgęstniał, a w następnej chwili na jego miejscu pojawiła się długa, stalowa kosa. Uderzyła z typowym dla metalu hukiem o kamienny bruk. Sługa Piekieł chwycił ją mniej więcej w połowie odcinka biegnącego od ostrza aż do samego końca rękojeści.
- A Ty pewnie uważasz, że źle zrobiłem - zagaił, stukając metalowym końcem swej broni o anioła. - Trudno, nie będę rozpaczać. Ale jesteś tylko posągiem, Stwórca nie dał Ci życia. Może ma dość aniołów? Namnożyło się Was więcej niż karaluchów.
Znalazł sobie zabawę, nie ma co. Jeżeli nikt nie przyjdzie, demon spędzi tę noc na lekkim uderzaniu kosą o posąg.

Askel

PostSo paź 08, 2011 9:37 am

Nie do końca pamiętała sposób, w jaki dostała się na cmentarz. Z pewnością odbyło się to za pomocą jej własnych nóg, lecz skąd znała drogę? Kiedyś, dawniej, było to jedno z tych miejsc, których się unikało, chyba, że należało się do nurtu smutnych dzieci widzących w świecie jedynie naczelne zło. Stare dzieje.
Możliwie, że nie raz i nie dwa zahaczyła o to miejsce, równie nie świadomie, jak teraz. Obecność drugiego lokatora, tak usilnie próbującego zdominować jej własną, że aż ich myśli plątały się w jeden wspólny bełkot, doprowadzała często do takich sytuacji. Można było przywyknąć do uczucia ciągłej niepewnością, wręcz zamienić ją w jako naturalne odczucie, coś co po prostu przyjmuje się do wiadomości. Tak samo do obrywania po twarzy albo nagłej potrzebie zmiany miejsca, skoro ten tam powiedział kilku osobom( aniołom/demonom/innemu cholerstwu) nie to co trzeba.
Jedynym mankamentem jego obecności był fakt, że pan ten nie uwzględnił w swoich obliczeniach, że można było ją obdarować czymś pokroju niewrażliwości, również, na zimno. Nienawidziła go. Tym bardziej, im mocniej porywisty wiatr szczypał ją w policzki, marmurowo białe bez względu na wszystko, lub wdzierał się przez rękawy, albo nawet gorzej - materiał kurtki. Jak przyjdzie zima, obiecywała sobie, zakopie się gdzieś w jakimś 'bezpiecznym' budynku i nie będzie wychodziła aż do momentu stopnienia lodu, chociaż pewniej S. przejąłby jej ciało i szalał za wszystkie czasy, gdzie ona musiałaby się później borykać z efektami odmrożenia. Tak jak teraz, mniej więcej.
Stąpała lekko, cicho, uważając, by żaden niepożądany dźwięk nie zwrócił na nią uwagę czegoś, z czym nie za bardzo miała ochotę walczyć. Powiedzmy to sobie wprost, była raczej typem złodzieja, pasożyta, który nie wychyli się do momentu, w którym obrona życia w otwartym zwarciu nie będzie już bezwzględną koniecznością. Oczywiście, że demon mógł mieć na ten temat inne zdanie, ale szczerze, jak ona, metr sześćdziesiąt w kapeluszu miała niby dorównać innym demonom, a czasami i aniołom, które jednym ciosem posłałyby jej kruche ciało w stronę najbliższego budynku? Szlachetne to to nie było, ale zachowała resztki jakiegoś tam rozumu, nawet, jeśli część ' złączy' została już mocno pokiereszowana przez niekończący się spór. A poza tym, przy części egzorcystów można jeszcze było udawać obłąkaną...
Mimo to, krążyła przez jakiś czas po cmentarzu, by wreszcie, znużona, przystanęła przy jakimś podniszczonym budynku i kucnęła, opierając dłonie na kolanach, celem zachowania jakiej takiej równowagi. Zaraz jednak dotknęła palcem ściany, uświadamiając sobie, że ktoś wyskrobał tu napis. Mrużyła oczy, próbując zmusić je do rozszyfrowania pisma, jak gdyby miało to jakiekolwiek znaczenie, jednak nie była zdolna. Wiadomość? Nekrolog, ostatnie słowa w stronę osoby, która przypadkiem tutaj zmarła, rozszarpana bez bestie? Pokręciła lekko głową, wprawiając w ruch kaskadę rudych włosów. Zaraz jednak, wiedziona kolejną myślą, przytknęła palec nieco wyżej, ozdabiając go czymś pokroju kawałka czarnej 'zbroi', ozdobionej długim, ostrym pazurkiem. Wolała nie ryzykować, że przypadkiem pokaleczy sobie palce w tak idiotyczny sposób jak...
Napis dziergała w ścianie powoli, skupiając się na każdej literce tak, by pozostała odczytana. Kichnęła cicho raz, czy dwa, kiedy pył ze ściany przypadkiem docierał do jej nosa, a jednak kontynuowała, z uporem osoby, która nie ma nic lepszego do roboty. Increpasti gentes, perdidisti impium nomen eorum delesti in aeternum et in saeculum saeculi.* Uśmiechnęła się, lekko, jak gdyby do samej myśli, że te słowa nie mają już żadnego znaczenia. Nie, kiedy ona je wymawia, nie kiedy je zapisuje. £acina i tłumaczenie biblii może nigdy jej mocną stroną nie były, ale kilka wyrażeń znała całkiem dobrze. Podejrzewała, że demona również to również bawiło, na ten chory, spaczony sposób. Podniosła się wreszcie, i skierowała kroki dalej, cholera wie po co i gdzie. Nagle jednak poczuła to samo uczucie, które zawsze towarzyszyło opanowywaniu świadomości przez tego tam, co tyłka nie ruszy, kiedy jest potrzebny. Kiedyś doszła już do przekonania, że to patologiczne, by traktowali się w taki,a nie inny sposób. Normalna istota leciała by przecież na egzorcyzmy albo chociaż zapragnęłaby męczeńskiej śmierci w imię obrony wiary. No tak, religijna nie była, pakowanie się pod kule też ciekawą opcją nie było, a przy egzorcyzmach pojawiał się jeden malutki problem - ona tego nie chciała. Pokręciła gwałtownie głową, jakby miało to w czymkolwiek pomóc, jednak szum w uszach narastał. Przypominało to słuchanie źle nastrojonego radia. Radio, cóż za archaizm. Teraz ludzie sami funkcjonowali jak radia, słuchając myśli innych. I tego też nie potrafiła, mówi się trudno. Nim się obejrzała, wyszła już zza budynku, w zasadzie stojąc w połowie odległości między nim, a kamiennym aniołem. No dobrze, źle oceniła. Była bliżej anioła.
- Faen. - Mruknęła cicho, a w zasadzie tylko poruszyła ustami, kierując te słowa bardziej do sprawcy, niż osobnika, który właśnie siedział przed nią i trzymał w dłoni kosę. Zamrugała oczami, stawiając, tak profilaktycznie, jeden kroczek do tyłu.
Powiedz, że go znasz. Rzuciła kolejną myśl na wiatr, chociaż odpowiedzi najpewniej nie miała się doczekać.

//*"Zgromiłeś pogan, zgubiłeś występnych, imię ich na wieczne czasy wymazałeś." //

Cherior

PostSo paź 08, 2011 4:18 pm

Wobec wszechobecnej, pieprzonej mgły cmentarnej dużo do zobaczenia nie było. Widoczność ograniczała się do kilku metrów. A może to nie mgła, tylko dym? Bez różnicy. Ważne, że wkurzało jak cholera. Ubrany był całkiem cienko, pod płaszczem miał koszulkę na krótki rękaw, jednakże było mu ciepło z racji niewrażliwości na niską temperaturę powietrza. Na szyi miał słuchawki. Dobiegała z nich ostra, muzyka. Nie wiedział co to za gatunek, ale strasznie go polubił. A skąd miał to cudeńko? Znalazł kiedyś w starym magazynie. Było tam pełno płyt, a w jednym z kartonów stary, duży odtwarzacz. Zastanawiał się, do czego służy ta dziurka z dziwnym półokręgiem obok niej.. szybo zorientował się, że przypomina to ten śmieszny przedmiot do ocieplania uszu.. i miał kabel. Jak łatwo można się domyśleć, trochę mu zajęło rozgryzanie tego mechanizmu. Był z siebie dumny, że dał sobie radę bez pomocy ludzi. Szedł przed siebie. Wiedział, że zbliża się do cmentarza, wyczuwał tam sporo mrocznej, jak i dobrej energii, od której robiło mu się słabo. Przeskoczył przez czarną, stalową barierkę i rozejrzał się. Tak, to na bank cmentarz, nie zboczył z kursu. Nagrobki, krypty, dziewczyna, anioł.. chwila.. co?! Spojrzał na nich. Zrobił kilka cichutkich kroków do przodu. Zamurowało go. Askel.. i Sir, oraz.. ktoś.. Był pewien, że Askel zginęła. Nie widział jej już kawał czasu. Lubił tą smarkulę, ale ten palant w niej był okropny. Niby nic do niego nie miał, ale jakoś nie przepadał za nim. Dlaczego akurat opanował ją? Kusiło go, żeby jakoś go z niej wypędzić. Postanowił nie ingerować w spotkanie, ale trzymał rękę na pulsie. Jego dłoń powędrowała do kabury, a odtwarzacz został wyłączony. Po schowaniu się za jednym z grobów zaczął obserwować stworzenia.
Offline
Avatar użytkownika

Duriel

  • Posty: 541
  • Dołączył(a): So sty 29, 2011 9:23 am

PostSo paź 08, 2011 7:46 pm

Kto by pomyślał, że nad Durielem miał władzę jedynie Lucyfer. Niestety dla przybyszy, jego tutaj nie było, toteż stary, kochający ból demon mógł sobie pozwolić na o wiele więcej, niż w piekle. Tam istniały pewne normy zachowania, jednak upadły ani razu nie usłyszał: "Nie zabijaj." z ust samego władcy. Kierując się tą myślą, zamruczał, a właściwie zawarczał, cicho niczym byk we wczesnej fazie rozjuszenia. Poczuł się tak, jakby ktoś machał mu przed twarzą czerwoną płachtą - było to uczucie rozdrażnienia, oczywiście Duriel nie miał zielonego pojęcia, iż istnieją takie praktyki jak walki torreadorów z bykami. Nie jego czasy, prawda? Sprawy ziemskie zainteresowały go dopiero wtedy, gdy otrzymał okazję zadania niewinnym bólu. Z perspektywy swoich braci był młodzikiem, jeśli nie dzieckiem, lecz posiadał szeroką wiedzę dotyczącą aspektów życia, śmierci oraz religii. To wydaje się paradoksalne, lecz posłaniec bólu był tworem Boga narodził się jako człowiek z możliwością wyboru, jak to wierzenia przewidują, i nawet w fazie demona podlegał wcześniej wspomnianemu Stwórcy - podlegał, nie służył.
Niewiele już rozmyślając, Duriel poruszył ostrzem kosy wbitym w kamienny bruk. Zawarczał cicho, po czym wyjął swoją broń z twardego potrzasku. Był bardzo silny, nie przyszło mu to z trudnością. Wracając do sytuacji, demon wstał i umiejętnie machnął orężem, tworząc cienką linię na czole anioła. Oczywiście dokonał tego, nie patrząc na swój cel, oczy miał utkwione w Askel, która pojawiła się właściwie znikąd.
- Daemon - odparł głosem rodem z horrorów traktujących o demonach lub innych tego typu dziwactwach męskim, twardym, sprawiającym wrażenie nieco zmodyfikowanego. Brzmiał tak jak świadkowie koronni w wywiadach twarze są skryte w mroku, natomiast głos zmodyfikowany do wyjątkowo grubego.
O ziemię stuknął kawałek kamienia, który został strącony z posągu przez samego Duriela. Upadły anioł wykonał krok naprzód, a następnie zmrużył swoje połyskliwe, jadowicie zielone ślepia. Poruszył niespokojnie porożem, a czarne włosy zostały rozwiane przez wiatr. Demon zainteresował się osobą Opętanej, choć oczywiście nie miał pojęcia, kim ona jest. Czarna noc, cmentarz, świst wiatru i trzask spadających gałęzi. Cudowna sceneria, prawda? Idealna do spaceru samotnej, zbłąkanej duszyczki. Mimo to, byk domyślił się, że nie jest to typowa śmiertelniczka. Może gardził tymi żałosnymi tworami Chrystusa, jednak nie mógł zaprzeczyć, iż mieli oni swój własny rozum. Wiedzieli, że samotne spacery mogą być śmiertelnie niebezpieczne. Każdy taki był zwłaszcza po zrujnowaniu Podziemi.
Wysoki na ponad dwa metry, ważący ponad sto kilogramów stwór wpatrywał się w Opętaną. Interesowała go, wspomniałem o tym.

Askel

PostSo paź 08, 2011 8:31 pm

Mogła dostrzec jego ruchy, każde, najmniejsze drgnienie, ciemność nie była problemem. Widziała przecież wszystko, jej oczy przecież były do tego przyzwyczajone. A raczej, pośród różnych darów, swoistej rekompensaty w imię posiadania niechcianego osobnika, tudzież przystosowania jej samej dla jego wygody, efektu ubocznego, otrzymała zmysły na tyle wyczulone, by spokojnie patrzeć przez tą jakże radośnie ciemną noc. Gdyby tylko Duriel przyjrzał się skrytym pod grzywkom oczom, dostrzegłby nie tylko głęboką toń chłodnego błękitu, jaki tworzyły jej tęczówki, ale też przecinające je pionową kreską źrenice. Pierwsze przyrównanie do demona, choć przecież nie nadeszła jeszcze faza, kiedy ujawniał się całkowicie. Nie, jeszcze nie teraz. Przebywał jakby w stanie półsnu, nie próbując znów zagarnąć całej świadomości, przysłuchiwał się i szeptał słowa, czasem podsuwając jakąś myśl.
Głos demona nie zrobił na niej wrażenia, choć nie mogła przyznać, by do najmilszych dla uszu należał. Oczywiście, nie, żeby ktokolwiek przejmował się zdaniem tej istotki. Oh nie, oni przecież potrzebowali zrobić pierwsze wrażenie, najlepiej jak najmroczniejsze, żeby ofiara już teraz zaraz wchodziła w stan przedzawałowy, trzęsąc się i obmyślając plan ucieczki.
Nawet, jeśli takowy miałaby obmyślać, było to raczej przyzwyczajenie, kalkulacja mająca zapewnić przeżycie i jeśli już strach, to o stan własnego tyłka. Na pewno nie przed kimś, kto stał przed nią, jakkolwiek mogłaby przysiąc, że S. tego kogoś z przerostem ego zna. Takie charakterystyczne poczucie, nie tyle wewnętrzny spokój, co zwyczajna myśl, krążąca gdzieś leniwie podczas gradobicia innych światłych pomysłów i stwierdzeń.
Drgnęła lekko, jednak nie nerwowo, gdy kamień uderzył o posadzkę. Zapewne w taki sam sposób, równie lekko, ona mogłaby uderzyć o ścianę budynku, gdyby posiadacz rogów zapragnął zaprezentować, że nie stroszy się tylko na pokaz. Wypuściła powietrze ustami, zastanawiając się, co dalej. Będą tak stać i patrzeć, aż ona odmrozi sobie palce? Albo coś się stanie. Tak tak, wkopać w idiotyczną sytuacje, to demony są pierwsze, ale żeby z tego wybrnąć, to już ona biedna musiała kombinować.
Chciała się odezwać, rzucić cokolwiek, a już najlepiej pokazać, że wcale się nie boi, nim zdoła ugryźć się w język. Ten gatunek wyjątkowo nie znosił pyskówki, a jeśli jeszcze obrażała ich dobitnie, wpadali w furię. Otworzyła już usta, by wydobyć jakikolwiek dźwięk, jednak to, co się z nich wydostało, zmroziło ją. To przecież nie był jej głos.
- Ileż to już lat minęło, kiedy ostatnim razem się widzieliśmy? - Padły słowa, zupełnie nie należące do niej, o których nawet nie pomyślała. To był głos demona, który upatrzył ją sobie jako idealne lokum. Lekko schrypnięty, jednak nie podwójny, nie dziewczęcy, tak jak to często robił, ale jego własny, przywodzący na myśl stal ukrytą za jedwabiem. Uwielbiał to określenie, chełpiąc się nim niesamowicie i powtarzając przy każdej okazji. Chrypka zaś kazała się zastanowić, czy przypadkiem nie została wywołana próbą dostosowania jej strun głosowych do jego widzimisię. Nim jednak zdołała zaprostestować, została ' wypchnięta', czy też wciągnięta w odmięty własnej świadomości. Objęła się ramionami, próbując, poprzez wbijanie paznokci w ręce, skłonić organizm do posłuszeństwa. Było jednak za późno, mogła już tylko ponawiać bezsensowne próby stawiania oporu. Jeden, cichy jęk wydarł się z jej ust, jeszcze tym dziewczęcym tonem, nim ogarnęło ją zamroczenie. Ciemność, jakby wepchnięcie do klatki i obwiązanie łańcuchem. Wszystko docierało tam jakkby zza ściany, dając jedynie mgliste wyobrażenie tego, co działo się w świecie realny.
Dupek. Fuknęła gniewnie.
Opętana uśmiechnęła się do Duriela, w sposób kpiący, zaś sama jej postawa nabrała nagle niesamowitej pewności siebie. Dłonie, wcześniej delikatne i szczupłe, ozdobione zostały szponiastymi panokciami, oczy zaś straciły swoją biel na rzecz czerni, zaś błękit jawił się teraz jako szkarłat. Niemal natychmiast od wypowiedzenia słów na szyi pobiegły pręgi, czarne, wiodące aż do obojczyków, jak gdyby pozostałość po usilnych próbach drapania się po gardle.
- Tak lepiej. - Mruknęło cicho "to", choć głos uległ ponownej modulacji. Nie był to głos Askel, ani też demona. Raczej znacznie niższy, choć wciąż kobiecy. Dziewczyna spojrzała z rozbawieniem na Duriela, skupiając się na jego osobie. Kolejnego przybysza, ze względów oczywistych, wyczuć przecież nie była w stanie.

Cherior

PostN paź 09, 2011 11:48 am

Mała poprawka. Przez tą mgłę nie zauważył, że 'Anioł', którego się brzydził to posąg. Ani wcześniej nie zauważył wielkiego rogatego kolegi. Cóż za niedopatrzenie. No, ale to nie jego wina, lecz pogody. A teraz zagadka, co da nam Demon, demon i demon..? Trzy demony. Ciekawe, prawda? Głos największego z nich nie wzbudził w nim ani strachu ani respektu, choć rozmiary owszem. Był większy i.. szerszy od jego znajomych w piekiełku. Askel najwyraźniej straciła kontrolę. £atwo było się domyśleć.. w końcu ten obrzydliwy głos Sira.. oh, kiedy tylko przypomina sobie jego gębę.. zbiera mu się na wymioty. Jak można tak wyglądać?! No dobra, byli kiedyś kolegami, ale to było dawno.. w piekle. Mniejsza o to. Jak na razie pilnował tego, żeby Askel nie stała się krzywda, dawno jej nie widział i chciał z nią porozmawiać. W głębi duszy czuł się bezradny, bo co mógł zrobić pełnemu demonowi chłopak z pistoletem? No w sumie używając mocy dużo, ale.. jakoś czarno to widział, jeśli miałby się coś stać..
Offline
Avatar użytkownika

Duriel

  • Posty: 541
  • Dołączył(a): So sty 29, 2011 9:23 am

PostN paź 09, 2011 1:04 pm

Demon poruszył po raz kolejny swoimi rogami w sposób dość niespokojny, sprawiając wrażenie zakłopotanego, wprost przerażonego tą całą sytuacją. Nic bardziej mylnego, on po prostu pokręcił głową, dając wyraz poirytowania. Gdy usłyszał pytanie Askel, miał ochotę ryknąć lodowatym, przeszywającym niczym najostrzejsza strzała śmiechem, jednakże nie wypadało mu tego robić.
Stuknęło kopyto za pierwszym razem, potem stukało już coraz szybciej. Demon począł zbliżać się do Askel, jednakże po kilku krokach zniknął. Rozpłynął się w mroku, zupełnie jakby użył daru teleportacji z tą różnicą, że zamienił się w czarny dym tak trudno widoczny na tle mroku cmentarza. Nad prawym uchem dziewczyny rozległ się cichy chichot, a następnie głos samego Duriela.
- Zdecydowanie zbyt długo - syknął, okrążając ciało Opętanej niczym wielki, mroczny wir przysłaniający swoje ofierze teren wokoło.
Wirował sobie w najlepsze na modłę tornada, lecz po kilkunastu sekundach ponownie się oddalił ku górze, a tam już całkowicie stał się niewidocznym dla oczu. Rozległ się nieco głośniejszy, znacznie chłodniejszy niż poprzedni chichot śmiech, a następnie huknęło. Z odległości około dziesięciu metrów na ziemię spadło wielkie cielsko upadłego anioła kamienie pod kopytami rozprysły na wszystkie strony świata, tylko bruk za nim został rozcięty przez stalową kosę o złotym odcieniu.
- A jak się ma nasza mała nosicielka? - zapytał już bez tego fałszywego uśmiechu, mając twarz niczym kamień. - Ktoś by stwierdził, że lubisz towarzystwo małych dziewczynek. Za to stałeś się taki jak ja?
Mrok gęstniał, a to nie pocieszało Duriela. On nie miał zbyt wiele czasu, za niedługo musiał się ulotnić z tego miejsca, miał pewną, dość mało delikatną sprawę do załatwienia. Ostatniej nocy wydawało mu się, że słyszy pewne nawoływania. Kogoś, kogo znał. Kto to taki był? Ach, pamięć już nie ta.
Kosa zniknęła, demon rozprostował kości palców, po czym pogrzebał kopytem w ziemi, rozgarniając resztki kamieni.

Askel

PostN paź 09, 2011 1:48 pm

Do całej, jakże lekceważącej postawy, doszło jeszcze przechylenie głowy, delikatnie, w bok, a tym samym wprawienie rudej 'chmury' włosów w ruch. Grzywka zaś, opadając, odsłoniła potężniejszemu z demonów nienaturalne oczy, śledzące każdy jego ruch, z pewną dozą zawartego w nich lenistwa. Choć nie wykluczało to również chłodnych ogników rozbawienia jak i uprzejmego zainteresowania, jakie okazuje się przerośniętemu przedszkolakowi, który z wielką pasją, sepleniąc, opowiada swój dzień.
Postawa ta nie zmieniła się nawet, gdy demon zaczął niebezpiecznie skracać odległość między nimi. Opętana drgnęła lekko, jakby nerwowo, jednak był to bardziej odruch obecnie zduszonej istotki, która czaiła się we wnętrzu, prawowitej właścicielki, która to nie ufała posiadaczowi rogów. Zaraz jednak w świecie prawdziwym skwitowane to zostało przewróceniem oczu, uśmiech zaś, w odpowiedzi na wypowiedziane słowa, poszerzył się nieco mocniej.
- Oh, Durielku, czyżbyś chciał mi przekazać, że się za mną stęskniłeeeś~? - Zapytało dziewczę, przeciągając odpowiednie głoski. Szponiasty palec dotknął bladego policzka, mając w ten sposób zaprezentować, jakże udaną, karykaturę niewinnej istotki, w której to wypowiedzi nie ma ani cienia kurtuazji, czy zwyczajnego wykpienia. - Poruszyłeś moje oziębłe serduszko! - Parsknęła, chociaż w swoim głosie miała znacznie więcej ciepła, niż podwładny Lucyfera. Coby jednak nie uczynić tej chwili zbyt słodką, w odpowiedzi na wirowanie demona ją samą otoczyła cienka pajęczynka cienistych kolców, zapowiadając tym samym, że wszelkie próby nadmiernego zbliżenia się mogą zostać nagrodzone podziurkowaniem. Oczywiście, że coś takiego nie mogło zrobić na nim wrażenia, ale pozwalało zwrócić uwagę na dystans. Zresztą, najwyraźniej nie groziło im wpadnięcie w objęcia demona, przecież nie było on aż tak sentymentalny, żeby wymagać bliższego kontaktu ze starym znajomym ( i od prania mord i od picia) zamkniętym, na własne życzenie, w ciele 17 latki. Niezbadane są ścieżki, którymi to podążają myśli i logika upadłych.
Dziewczyna pokręciła lekko głową, patrząc na jakże huczne wejście, ponowne zresztą, przemiłego pana z rogami. Przestąpiła z nogi na nogę, gestem niecierpliwym, a gdy ostatnie kamyczki zostały posłane w siną dal, zniknęły również cieniste kolce. Rudowłosa schyliła się, zagarniając w palce jeden z odłamków posadzki i stawiając kolejne kroki w stronę demona, obracała element w palcach.
- Kwitnąco. - Padła jakże lakoniczna odpowiedź, poparta rozgnieceniem odłamka w dłoni na zacznie drobniejsze kawałki. - Myślę, że kiedy z nią skończę, będzie idealnym obiektem zabaw dla Ciebie. Skąpanym we własnej rozpaczy i takie tam. - Nieco obłąkany wyraz ozdobił jej twarz, zamieniając uśmiech w jakże groteskowy grymas. Odrzuciła kamyczki gdzieś w bok, otrzepując tym samym dłoń o spodnie. - Lubie małe dziewczynki. Pozbawione się pruderii tak typowej dla kobiet naszego gatunku. No przyznaj, czyż nie jest urocza? - Dziewczyna roześmiała się i zakręciła na pięcie, wprawiając kaskadę rudych włosów w gwałtowny ruch i lekko dzwoniąc przyczepionym do spodni łańcuchem. Zaraz jednak zreflektował się, że może Durielowi nie zabawy w głowie i stanęła znowu przed nim twarzą w twarz. - Taki jak ty? Rozwiń myśl. - Można było powiedzieć, że była to niejako prośba, jednakże demonowi obce było, w stosunku do tego drugiego, stosowanie zwrotów grzecznościowych. One były najwyższym złem i koniecznością, kiedy trzeba było załatwić coś niecierpiącego zwłoki, a tym samym delikatnego w swej istocie. I na szczęście, względem tego tu, nie musiał zbyt często się do tego uciekać.

Cherior

PostN paź 09, 2011 2:22 pm

Chłopak skrzywił się niemiłosiernie. Miał ochotę strzelić po pysku tego dupka siedzącego w Askel. Wyłonił się zza grobu i zniknął. Zrobił kilka szybkich kroków, by pojawić się po paru sekundach. Usiadł spokojnie na ramieniu owego kamiennego anioła. Machał nogami spoglądając raz na Duriela, raz na dziewczynę. Westchnął, a potem uśmiechnął się sztucznie.
- Witaj, Sir. Dawnośmy się nie widzieli, co?
Uśmiech ze sztucznego przerodził się w kpiący. Wcześniej udawał, że go lubił, ale teraz już całkowicie przestał się kryć. Nie chciał być bezczelnym, bo bał się o swoją buźkę. Z resztą nie wiedział, czy Duriel by mu nie pomógł. Jego wzrok nagle przeniósł się na dużego. Zasalutował mu, a po chwili rzucił.
- Cherior jestem.
Przywitał się ze spokojem, jego celem nie było rozerwanie sobie wnętrzności o rogi Demona. Nie chciał walczyć, ale jeśli go do tego zmuszą..
Offline
Avatar użytkownika

Duriel

  • Posty: 541
  • Dołączył(a): So sty 29, 2011 9:23 am

PostN paź 09, 2011 6:14 pm

Gdyby chodziło o cierpienie, Cherior mógłby liczyć na Duriela, jednakże Askel nie spełniała podstawowego warunku: człowiek z niej żaden, tym bardziej egzorcysta lub anioł. Demon może wyglądał na dzikusa, jednak swoje zasady miał, a jedną z nich było szanowanie przedstawicieli rasy, do której należał. Rasy. Nienawidził tego słowa, kojarzyło mu się ze słabymi opowieściami staruszków, którzy zimowymi nocami raczyli swych wnuków bajkami na temat wilkołaków, wampirów, wiedźm oraz duchów. To mogły być rasy, demony w pewnym sensie były ludźmi - aniołami z pewnością, lecz należało ich nazywać upadłymi. Co jak co, ale podział wszystkich istot nie był Durielowi na rękę. Za każdym razem, gdy ktoś pytał o go to, czy naprawdę jest demonem, czuł jak cały się gotuje, a rogi twardnieją, gotując się do nabicia nań dociekliwego delikwenta. Niestety, upadły nie miał teraz powodu do ataku, o czym wspomniałem, dodatkowo jego nastrój był idealnym wytłumaczeniem nagłej ucieczki. Czuł się jak swoja dawna żona, która przez kilka dni w miesiącu warczała na wszystkich wokoło siebie jego myśliwskie, trwające kilka dni wyprawy bardzo często były spowodowane "atakami szału" partnerki. Wolał się wycofać, niż dostać glinianym garnkiem w głowę.
Demon burknął niezrozumiale pod nosem jakieś łagodne przekleństwo, po czym odwrócił się w stronę posągu. Czarnym pazurem zaczął bazgrać po stopie anioła, mrucząc coś do siebie. Po kilku chwilach, nim odpowiedział starej, bratniej można rzec duszy, palce skrzydlatego, kamiennego kompana wyglądały jak po porządnym manicurze, natomiast szpony Duriela pozostawiały wiele do życzenia, jeżeli chodziło o ich higienę. Byk dmuchnął na swoją dłoń wcześniej robiącą jako dłuto, po czym odwrócił się przodem do Askel. Na twarzy miał wyraz typowy dla osoby poirytowanej gęste brwi zbiegły się tak, że wyglądały jak drapieżny ptak lub litera V.
- Mi nie jest potrzebna wymizerowana dziewczynka - rzucił w stronę Askel. - Bardziej zainteresowałby mnie silny człowiek, nie czuję satysfakcji ze zwycięstwa nad słabszą duszyczką.
Miał ochotę dodać, że zawiódł się na sile Sir, gdyż spodziewał się po tym upadłym nieco wyższych, bardziej zaostrzonych kryteriów dotyczących opętania. Zdobyć duszę śmiertelnika mógł każdy, nawet najbardziej lichy demon, jednakże wykorzystanie jej tak, aby obcy ludzie zapłakali, było sztuką. Tak przynajmniej uważał Duriel - zadanie bólu rodzinie opętanej istoty nie było trudne, tutaj chodziło przede wszystkim o poruszenie całego świata. Anneliese Michel była tego nieświeżym przykładem jakże opłacalne musiało być jej opętanie, skoro sam Lucyfer się na nie zdecydował?
Demon poczuł, jak po jego kręgosłupie przebiega zimny, nieprzyjemny w tej sytuacji dreszcz. Było to raczej obrzydzenie do Boga, przed którym nawet jego pan musiał się ukorzyć. Już niedługo, już niedługo.
- Po prostu taki jak ja - warknął do dziewczynki. - I daruj sobie ten twardy ton, bo rozkazem dla mnie on nie jest. Spodziewałem się po Tobie czegoś więcej niż przebywania w ludzkiej, żałosnej wprost formie. Sam ją przybieram tylko wtedy, gdy NAPRAWDĘ jest to konieczne. I lepiej panuj nad słowami tej śmiertelniczki, bo Twoja obecność w jej ciele nie powstrzyma mnie przed ucięciem jej języka, gdy będzie nim zbyt frywolnie machać.
Czy jeżeli wsadzę Ci palec w tyłek, to Ty będziesz mieć palec w tyłku, czy ja? Zagadka logiczna. Co to za zagadka: dwie kule i armatka? Pytania bez odpowiedzi lub z nimi, lecz niezbyt satysfakcjonującymi. Dobrze, to jest naprawdę nieważne. Duriel miał jeszcze coś dodać, gdy pojawiła się inna osoba. Kolejny człowiek. Cudownie po prostu. A jaki miał miły głos! Aż kosa się trzęsła, by mu zmodyfikować te struny.
- Spotkanie starych znajomych? - burknął lekceważąco, wdrapując się na pomnik, a tam siadając pod skrzydłem anioła.
Ciało rogatego delikatnie parowało, nie można było tego ukryć.

Askel

PostN paź 09, 2011 7:26 pm

Oh nie, ona nie wyzbyła się całkowicie swojego człowieczeństwa. Można powiedzieć, że została uzupełniona o brakujący pierwiastek demoniczności, pozwalając, by wydarzenia następowały po sobie, sprowadzając jej duszyczkę coraz niżej. Z samej definicji demonem nie była - raczej właśnie żeby nim się nie stać, postanowiła skryć głęboko swoją niepewność i przerażenie sytuacją, wyzbywając się tym samym co poniektórych uczuć czy odruchów. Symbioza. Stan, w którym demon był uzupełnieniem, czymś, co chociaż nie dawało oparcia, było zapewnieniem, jedyną stałą w jej życiu - w końcu przecież na niej pasożytował.
Próbowała zerkać ponad ramieniem towarzysza niedoli, co też ten wyprawia, ale pomysł ten spalił na panewce - głównie z tego powodu, że wymagałoby to podejścia bliżej, albo i nawet uwieszenia się na nim, co w chwili obecnej mogło grozić długim lotem albo i nabiciem na jeden z rogów. Jak to mawiali Anglicy: one way ticket. A przecież rozmowa się już tak ładnie układała. Tak, mogli być bratnimi duszami, starymi kompanami od picia, obijania twarzy i pełnej męki służbie Lucyferowi, co nie znaczyło przecież, że będą tolerować swoje wybryki bardziej, niż to wymagane do przeżycia. A przynajmniej nie w obecnych formach i przy niekorzystnym rozkładzie sił. Doprawdy, żywot opętanego nie należał do najprostszych.
Dziewczę przewróciło oczami, słysząc zrzędliwe marudzenie Duriela. Upierdliwiec.
- Jak zwykle patrzysz tylko powierzchownie! - Rzuciła z przekąsem w jego strone, choć miało to bardziej charakter kiepsko dobranego żartu, niż prawdziwego odczucia wobec słów. Doskonale rozumiał przecież, o co mu chodziło. - Jej siła nie leży w cielesności, a w umyśle, mój drogi. Normalny człowiek nie wytrzymałby ze mną tak długo. Zwykły, przeciętny śmiertelnik znalazłby sto sposobów, byle by się mnie pozbyć, albo zabić. Przytoczyłbym ci konkretne przykłady, ale jak wiesz, nie poświęcam uwagi dawnym zabawkom. Rozumiesz do czego nawiązuje? - Nagle w oczach zapaliły się te niebezpieczne ogniki szaleństwa, zwiastujące, że oto demon znalazł się w swoim żywiole, poruszając swój ulubiony temat. - Nie zostawię jej, dopóki całkiem nie złamie jej psychiki. Dopóki nie wepchnę jej w głąb rozpaczy i cierpienia. Wtedy to pozostawię pustą już skorupkę, podobną setki innym. A póki co, pozwól mi się bawić.
Duriel nie doceniał również faktu, że ta dziewczynka innym wydawała się jakże niepozorna. Tylko doświadczona przez życie, próbując za ostrością języka schować fakt, że była dzieckiem, gdy wszystko się wydarzyło, brutalnie rzuconym w wir dorosłości. A przecież ciągle dzieckiem pozostawała. I to dawało im najwięcej, mogli niepostrzeżenie dowiedzieć się tak wiele, gdyby tylko zapragnęli. W praktyce podchodzili do tego sporu z pewnym znudzeniem, jak gdyby utrzymujący się obraz post-apokaliptyczny stał się już tylko nieciekawym pejzażem. Oczywiście, że demon cieszył się tym bardziej, im bardziej ludzie i anioły byli mordowani, jednak podpadało to już pod swoistą rutynę. W pierwszych latach to było zabawne. Możliwe, że opętanie i walka z tych niesfornym dzieciakiem dostarczała mu takowej rozrywki, jakiej może zażywać 'stary' upadły, mający na koncie kilkaset opętań, katastrof sprowadzonych na ludzi i masakr.
- No dobrze, uprzejmie proszę, żebyś rozwinął swoją myśl, z łaski swojej pieprzonej, bo 'taki jak ty' to ja mogę być pod różnymi względami, i żaden konkretny nie przychodzi mi do głowy. Zadowolony, milordzie? - Droczył się uparcie dalej, chcąc wyciągnąć, cóż to się po tej rogatej głowie obija. - Tak tak, próbujemy coś zrobić z tą cechą, ale ona nawet w obliczu rychłej śmierci nie umiała się powstrzymać... Niedobra ~ - Dodał, znowu przeciągając głoski ten możliwie najbardziej irytujący sposób. Chciał powiedzieć, że uwielbia w niej tą cechę, kiedy tylko nie kieruje ją do 'swojego wnętrza' ale jeszcze by go posądzono o jakieś nadmierne uwielbienie gatunku ludzkiego. A przecież oni tacy nietrwali, tak łatwo się psują, i jeszcze szybciej umierają. Dziewczę zwróciło swoje czarno-szkarłatne oczęta, uśmiech zaś obnażył, nie wiadomo kiedy, zaostrzone zęby.
- Cherior. - Można było założyć, że był to bardzo pozytywny pomruk, chociaż to dziewczyna żywiła nieco pozytywniejsze uczucia do rudego demona, niż autor tych słów. Uwielbiał go irytować i przyrównywać do dzieciaków, ten zaś, jakby na złość, udawał okropnego i nie miłego, rozmawiając tylko z nią. A to peszek, czyż nie? - Tak, doprawdy, długo, aż czuje się poruszony. Tylu moich kompanów.

Cherior

PostPn paź 10, 2011 3:59 pm

Cherior siedział spokojnie szorując palcami po pozostałym policzku anioła. Drapał, skrobał i stukał. Sir jak zwykle udawał pieprzonego szlachcica, którym raczej nie był. Rudy poprawił grzywkę, a po chwili zaśmiał się kpiąco z Demona w ciele dziewczyny.
- Oh, już takiego sentymentalnego nie udawaj. Ja cię ledwo toleruję, a ty mnie.. Duriela też zaczynasz pewnie wkur.. - Przerwał na chwilę, splunął i znów spojrzał na Sira. - ...denerwować.
Wypowiedział to wszystko wyraźnie demonicznym tonem, którego używał, by nie dobiegać od normy tu panującej. Przeważnie mówi w bardziej ludzkiej tonacji. Westchnął ciężko. Znów zaczął kierować słowa do Brzydala.
- A co do denerwowania, to dawno twojej gęby nie widziałem.. i mam szczerą nadzieję jej nie widzieć w przyszłości..
Uśmiechnął się podle i nagle spojrzał na Duriela chłodnym, spokojnym wzrokiem. Tak, jakby chciał przekazać, że nie musi go tak strasznie łapa świerzbić, bo w końcu są po tej samej stronie.

Askel

PostŚr paź 12, 2011 9:44 pm

Dziewczyna spojrzała na chłopaka, bo inaczej się tego dziecka nazwać nie dało z perspektywy demona, pobłażliwie, uśmiech zaś zdawał się 'stać' na cienkim pograniczu kpiny i litości, przezornemu stwierdzeniu " tak, tak, niech sobie pomarudzi, w końcu przecież przestanie". Nie dotknęły go te słowa, ba, nie zrobiły większego wrażenia. Już nie z takimi obelgami sobie radził, a przecież wypadało nie zaburzać obrazu słodyczy, jaką była mała, ludzka dziewczynka.
- Toć Duriel zna mnie nie od dzisiaj. - Rzuciła wesoło, wzruszając ramionami. Zdołał, na przestrzeni wieków, osiągnąć mistrzostwo w irytowaniu pana rogatego, ale skoro jeszcze stąpał po tej ziemi, nienaruszony, to musiało przecież o czymś świadczyć, prawda? Na przykład o dobrym refleksie, chociaż również nie koniecznie. Machnęła ręką, obserwując, jak młody prezentuje myśl młodszego pokolenia, które musiało pokazać swoją wartość starszym, choćby ci mieli je głęboko i daleko. Jakby nie było, to przecież i tak ich tam mieli, jednak któż zwraca uwagę na szczegóły.
- Nie, to akurat nie grozi Ci w najbliższym czasie, zamierzam zatrzymać tą dziewczynkę na dłużej. Aż się nie popsuje. - Przyznał, równie lekkim tonem, wiedząc, że uderza w temat wyjątkowo irytujący dla pana Wisienki, jak zwykł go nazywać. Jak to już było wspomniane, o ile rudowłosy demon lubił jego małą podopieczną, tak jego samego już nie i najwyraźniej nie podobała mu się myśl, że jeszcze długo nie zamierza zostawić jej w spokoju. Miał swój cel, zamysł, który pragnął zrealizować. Jednak jeszcze nie teraz. Nie czas i miejsce, danie zasmakuje najlepiej, gdy będzie długo wyczekiwanym. Gdy wreszcie ją złamie, nie będzie już czego ratować. Pozostanie pusta, wyzuta z życia skorupa, której jedynym przeznaczeniem wówczas będzie już tylko dołączyć do potępionych w piekle, szarych, jęczących mas, bez przeszłości ani przyszłości. Uśmiechnął się w duchu.
- Ta rozmowa powoli zaczyna nas nużyć, wybacz Durielku, ale opuszczę Cię teraz. Do rychłego zobaczenia. - Na chwilę jeszcze wróciło dziewczę do głosu męskiego, wciąż lekko schrypniętego. Coby oszczędzić starszemu z panów towarzystwa uciążliwego ' młodzika' kiwnął na niego lekko głową, zachęcając do spaceru. Pójdź ze mną, mówiły już same oczy, a porozmawiasz z nią. Faktem było, że czuł znużenie, ona zaś dobijała się coraz mocniej i mocniej, starając się zmusić choćby jedną cząstkę ciała, by ta się posłuchała. Tyle wystarczyło, by wzbudzić efekt domino i ponownie podjąć się walki o dominację. Mały uparciuch, rzucił wesoło. Dygnął wdzięcznie, potem zaś wyminął kamiennego anioła i ruszył przed siebie, czując, jak powoli świadomość i zdolność percepcji dzielone są na dwoje.
Wielki uparciuch.

zt
Offline
Avatar użytkownika

Duriel

  • Posty: 541
  • Dołączył(a): So sty 29, 2011 9:23 am

PostCz paź 13, 2011 8:56 pm

Duriel spojrzał na Cheriora, nie odpowiadając Askel. Wzruszył ramionami, nie zachowując się jak demon, lecz zwyczajny śmiertelnik.
- Ja i tak nie zrozumiem, dlaczego mieszka w ciele człowieka - rzucił do demona, po czym skłonił przed nim głowę. - A i na mnie czeka wiele spraw do załatwienia, towarzyszu. Może spotkamy się w bardziej sprzyjających okolicznościach.
Zniknął. Tak, zamienił się w dym i uciekł.
[zt]
Offline
Avatar użytkownika

Mortarion

  • Posty: 3154
  • Dołączył(a): Śr lut 23, 2011 10:10 pm

Re: Cmentarz Rychfield

PostŚr lut 01, 2012 9:03 pm

Prometeusz przeklęty.

Większość cmentarzy wygląda tak samo. Mnóstwo grobów, czasem jakaś kaplica, niezliczona ilość drzew okalających nekropolię. Cmentarz Rychfield trochę się różni od standardowego wyobrażenia, bowiem oprócz licznych grobów zniszczonych w mniejszym lub większym stopniu jest tutaj sporych rozmiarów posąg anioła oraz kilka budynków na granicy, będących dawno opuszczonymi fabrykami. Dodać do tego łyse, powykręcane drzewa i obficie padający śnieg i mamy pełen obraz cmentarza Rychfield. To właśnie tutaj schroniło się dwóch egzorcystów, którzy dokonali śmiałego i niebezpiecznego rabunku Demonicznego Lazaretu.
Azazel oraz Arya są demonami wysłanymi w pościg za złodziejami. Mają bardzo proste zadanie - znaleźć, zabić, odzyskać skradzione dobra. Nie powinno być żadnego problemu, prawda? Zwłaszcza, że jeden z uciekających jest ranny, być może nawet poważnie ranny.
Nie prawda. To nie będzie proste zadanie, o czym dwa demony właśnie mają okazję się przekonać. Wejście na uświęconą ziemię to jedno, ale wejście na uświęconą ziemię, gdzie znajduje się dwóch egzorcystów - księży, na dodatek - to coś zupełnie innego. Gdzie nie spojrzeć widać krzyże, a dłuższe zatrzymanie wzroku na symbolu męczeńskiej śmierci Chrystusa może spowodować ból głowy. W każdym razie na wprost demonów znajduje się ścieżka pomiędzy grobami, prowadząca prosto do wysokiego na sześć metrów posągu anioła na cokole. Po prawej stronie jest ciąg grobów i rozwalony przez ciężarówkę mur, po lewej zaś jeszcze większy ciąg grobów i budynki fabryczne, szare, popękane, noszące liczne dziury, pozbawione życia.
Śnieg nie przestaje padać, a wiatr przybiera nieznacznie na sile - przez jedną krótką chwile można odnieść wrażenie, że słychać niesione nim słowa modlitwy.

Kolejności nie ma póki co, kto pierwszy, ten lepszy.
Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron